Po przytłaczającym i szargającym serca Endgame fani całego uniwersum MCU oraz przygód Spider-Mana otrzymują świetną, wakacyjną, przepełnioną humorem oraz walką dobra ze złem historię gnającą na złamanie karku, która bardziej niż kolejny film MCU przypominała mi komiksowy oryginał traktujący o uczynnym pajączku z sąsiedztwa. Spider-Man: Daleko od Domu to idealny tytuł na osłodzenie tej beczki miodu, do którego została dodana łyżka dziegcu po premierze Avengers: Engdame!
Spider-Man ogrzewa serca po ciężkim Avengers: Endgame stanowiąc piękny epilog
Przed scenarzystami stanęło nie lada wyzwanie, otóż nowy film o przygodach superbohatera licealisty miał być swoistym zwieńczeniem historii przedstawionej w Avengers: Endgame, jej zamknięciem, ale również sequelem Homecoming. Pożegnanie Iron Mana (Robert Downey Jr.) oraz ukazanie konsekwencji przywrócenia do życia dokładnie połowy światowej populacji. Ludzkość, która bardzo mocno odczuła skutki pstryknięcia teraz stara się dostosować do sytuacji, w której dokładnie połowa z nich wróciła na swoje miejsce w efekcie tzw. Blipu. Film w świetny sposób bawi się tą sytuacją i dobrze tłumaczy zależności i konsekwencje uratowania świata.
Sam Kevin Feige, prezes Marvela dorzucał oliwy do ognia, opowiadając na długo przed premierą o spektakularnym zakończeniu trzeciej już fazy MCU czy też multiwersum o którym mieliśmy się dowiedzieć wraz z premierą najnowszych przygód Spider-Mana. Większość z tych rzeczy okazała się być wyssana z palca, choć sam film nie stracił na tym zupełnie nic, dziwi natomiast fakt takiego świadomego wprowadzania fanów w błąd. Hype jaki został nakręcony przed samym filmem był zupełnie niepotrzebny, bo najnowsza część broni się sama.
Pajączek z sąsiedztwa wyrusza do Europy
Tymczasem nastoletni Peter Parker zmęczony ciągłą walką ze złoczyńcami postanawia wybrać się ze swoimi szkolnymi przyjaciółmi na wycieczkę do Europy. Spuszcza na drzewo Nicka Fury’ego (Samuel L. Jackson) ignorując od niego telefon, zostawia ciasne wdzianko Spider-Mana w szafie i rusza na wakacje. Postanawia zachować się totalnie egoistycznie, chce być po prostu zwykłym nastolatkiem walczącym o względy pięknej Mary Jane (Zendaya) i nikt nie powinien mu mieć tego za złe. Peter wszystko ma już dograne. Niestety, ale na planach się kończy i tak bohater po raz kolejny zostaje wplątany w walkę dobra ze złem. Tym razem nie jako pomocny pajączek z sąsiedztwa z dobrze znanego nam wszystkim Manhattanu, ale przemierzając kraje Europy.
Fabuła jest poprowadzona doskonale i tworzy solidny fundament pod przeróżne zwroty akcji, zabawy z emocjami czy też sytuacje które uznane za pewnik okazywały się być czymś zgoła innym. Scenariusz wodzi widzów za nos, a Jon Watts, reżyser, sprawnie dodaje do filmu kolejne twisty i gagi wraz z wpadającą w ucho muzyką. Niestety, ale sama produkcja nie jest do końca jakościowo równa i tak jak mi jeszcze nie przeszkadzało pierwsze 30 minut tzw. 'teen movie’, w czasie których pierwsze skrzypce grały bardziej lub mniej udane podloty Petera do MJ, tak już starsi widzowie mogliby niecierpliwie tupać nóżką w oczekiwaniu na fabularne meritum. Na szczęście dalsza część filmu nabiera rozpędu i dynamiki.
Umiejscowienie akcji na terenie kilku krajów europejskich dodało ogrom świeżości całej serii i nowe pole do popisu dla scenarzystów i gości od efektów specjalnych. Różnorodność scenerii została wprawnie wykorzystana przez reżysera ukazującego przepiękne i efektowne potyczki z udziałem naszego superbohatera w takich miastach jak Wenecja, Praga, Berlin czy też Londyn. Wszystkie z tych miejsc zostały wyeksploatowane przez gości od efektów specjalnych do cna i zapadają w pamięci na długo.
Po wydarzeniach z Avengers: Endgame na Peterze spoczywa ogromna odpowiedzialność
Paradoksalnie ten humorystyczny, piąty już z kolei film z udziałem Toma Hollanda jako Człowieka Pająka pokazuje nam oprócz walki dobra ze złem również i walkę wewnętrzną, tą jaką dojrzewający bohater musi stoczyć z samym sobą. Świat oczekuje od niego poświęcenia i z tymi oczekiwaniami Parker walczy we własnej głowie. Nie ma czasu na żałobę po utracie bliskich mu osób, w tym osoby mu najbliższej, a więc Tony’ego Starka, który jeszcze przed śmiercią postanawia powierzyć mu ogromną odpowiedzialność za przyszłe losy świata. W tej nierównej walce, świetnie pomagają mu jego szkolni przyjaciele. MJ czy też Ned (Jacob Batalon) świetnie dopełniają historię podtrzymując Petera na duchu.
Parker niejako zmuszony do pracy z byłym szefem S.H.I.E.L.D. na swojej drodze spotyka znaną z komiksów i animacji postać Mysterio (Jake Gyllenhaal), postać świetnie wprowadzoną do świata MCU wraz z jego charakterystyczną mocą iluzji, która bardzo sprawnie zostaje wykorzystana przez scenarzystów i speców od efektów specjalnych. Widz powinien wiedzieć jedno, w najnowszym filmie na pewno nie zabraknie szalonych zwrotów akcji oraz zagmatwanych sytuacji.
Podczas seansu często zostajemy zbici z tropu, a to co wydawało się być pewnikiem okazywało się tylko zręczną ułudą widzianą oczami głównego bohatera. Tylko dla wiernych fanów przygód Spider-Mana czytających komiksy występujące w filmie twisty mogłyby nie być zaskoczeniem, reszta będzie przecierać oczy z niedowierzania 🙂 Sam Mysterio niestety, ale już nie porywa swoim motywem działania i bardziej przypomina szaleńca aniżeli postać wiarygodną kierowaną logicznymi motywami. Osobiście bardziej podobała mi się postać Sępa znana z Homecoming choć Jake Gyllenhaal swą grą aktorską staje na wysokości zadania pokazując, że w każdym gatunku filmowym potrafi się odnaleźć!
Spider-Man jeszcze nigdy nie był tak bliski animacjom z lat 90′
Tom Holland sprawia wrażenie, jakby urodził się po to by grać kolejną już iterację Spider-Mana i oczywiście to on tutaj błyszczy w całym filmie, jego nastoletnia naiwność, sposób bycia, humor pokazują, że w świecie wykreowanym przez Stana Lee potrafi się odnaleźć doskonale. Jego zachowanie w najnowszej produkcji jest najbliższe temu co mogliśmy oglądać jeszcze w latach 90′ w kreskówkowych animacjach. Dużą rolę w samej historii odgrywa również Nick Fury.
Nie mógłbym tutaj zapomnieć też o grupie dzieciaków, z którymi podróżuje Parker. Ich nieporadne zachowania wprowadzają dość dużą dawkę humoru, która sprawia, że film w znakomitej części można opisać jako teen comedy, zaś zabawne wątki związane z relacją Happy’ego (Jon Favreau) i ciotki Petera, May (Marisa Tomei), dodają filmowi jeszcze większego uroku. Spider-Man: Daleko od Domu, to świetny film akcji i jedna z najlepszych produkcji z serii traktującej o nastoletnim superbohaterze. To też świetny epilog do wydarzeń jakie miały miejsce w Avengers: Endgame i swoiste pożegnanie z trzecią fazą MCU.
Film oceniam na 9/10!