Pienin, chyba nikomu nie trzeba za bardzo opisywać. A no właśnie trzeba, bo jak polskie góry to oczywiście Karkonosze, albo Tatry i koniecznie do Zakopca na krupówki jechać. A gdzie tu miejsce na inne równie śliczne pasma górskie, na których jakby turystów mniej, a ludzie bardziej mili na co dzień? Nasze polskie góry kryją w sobie wiele pięknych malowniczych pasm, a wisienkę na tym rozległym torcie stanowią właśnie przepiękne Pieniny. Wybraliśmy się w to piękne pasmo górskie na przełomie Lipca i Sierpnia, a żeby spisać wszystko to czego na miejscu doświadczyłem stron w opasłej książce by mi nie starczyło. Postaram się jednak opisać moje przeżycia w dwóch częściach, tak w telegraficznym skrócie, z licznymi wskazówkami praktycznymi!

Dojazd

Wyjechaliśmy w nocy, około 3, kilkanaście km od Milicza kierując się AOW w stronę Wrocławia. Jeśli ktoś jedzie w góry i nie chce utknąć na zakopiance to mocno polecam wyjechać w nocy, ruch wtedy jest mniejszy i można spokojnie dojechać na miejsce bez żadnych niespodzianek. Dojeżdżając do Wrocławia zjechaliśmy na A4 i tam kierowaliśmy się na Kraków. Ominąwszy od południa Kraków kierowaliśmy się w stronę Nowego Targu.  Od momentu jak byłem w Czorsztynie kilkanaście lat temu, jeszcze będąc w szkole wiele się zmieniło. Dorobili kilka linek, a przed Nowym Targiem w Skomielnej Białej budowany jest podziemny tunel, który skróci dojazd do Nowego Targu o kilkanaście kilometrów. Dojeżdżając do Nowego Targu skręciliśmy na wschód by po około 30 min dojechać do Czorsztyna. Po drodze naszym oczom ukazała się piękna panorama Tatr, Pogórze przedtatrzańskie, Gorce oraz oczywiście Pieniny, do których zmierzaliśmy. Na miejsce przybyliśmy po około 5h 30 min.

Małe Wielkie Pieniny

Dojechaliśmy no i bum! Strzał prosto w twarz pocztówkami z wakacji równie pięknymi jak dopieszczone filtrami zdjęcia na insta. Czorsztyn leży na wzniesieniu, tuż przy zalewie Czorsztyńskim, ten zaś otoczony jest pięknymi mieniącymi się wszystkimi możliwymi kolorami zieleni halami bardziej lub mniej wypełnionymi drzewami. W tle piękny widok na Tatry Wysokie. Jakby mi kto rozsypał na podłodze top 10 zwycięskich fotografii w kategorii najpiękniejsze krajobrazy/martwa natura. Same Pieniny nie należą do gór wysokich, najwyższy szczyt Wysoka ma jedynie 1050 m n.p.m.. Nie przeszkadza to jednak w tym, aby spędzić tu jedne z najlepszych wakacji w życiu. W Pieninach każdy znajdzie coś dla siebie. Liczne szlaki turystyczne wypełnione pięknymi widokami, trasy rowerowe, zabytki, historia zalewu i okolicznych wiosek, knajpy, bazy noclegowe. Jest tutaj wszystko czego potrzeba by zaczerpnąć oddech na nowo i wyzbyć się nagromadzonej złej energii, ale o tym za chwilę!

Nocleg

Zatrzymaliśmy się w pensjonacie 'Agnieszka’ w samym Czorsztynie. Miejsce okazało się być schludne, zadbane, a przy tym bardzo tanie. Mieliśmy swój pokój oraz łazienkę, na dole była kuchnia do swobodnego użytku. Na dworze ogródek, grill, piękne drewniane stoły oraz widok na Tatry. To wszystko za 40zł/doba/os! Jedyną rzeczą jaka mi tam przeszkadzała było okropnie miękkie łóżko, które wręcz się zapadało pod ciężarem ciała, ale to by było naprawdę tyle z minusów. Gospodarze okazali się bardzo mili i pomocni, zadawaliśmy pytania, na które chętnie odpowiadali (serdecznie pozdrawiam!)

Zalew Czorsztyński, odrobina historii

Tak jak wspominałem Czorsztyn położony jest nad zalewem o tej samej nazwie, jednakże nie zawsze tak było. Ta oraz inne wsie jak m. in. Maniowy, Dębno, Falsztyn, Kluszkowce czy też Niedzica z uwagi swoje geograficzne położenie w niecce podatnej na podtapianie pod koniec lat 60′ zostały wysiedlone na tereny położone wyżej. Na ich miejscu wybudowano zaporę w całości wypełnioną wodą. Ponad 16 tyś h, na których niegdyś stały domy czy też pola uprawne. Przeniesiono nawet cmentarz oraz 3 kaplice. Warto zwrócić uwagę na wieś Maniowy, która praktycznie w całości została wysiedlona, prawie 400 domów, a więc 400 unikalnych historii ludzi, których życie zmieniło się nie do poznania. Po domach zostały tylko fundamenty, a wspomnienia pozostały. Mama gospodarzy, u których nocowaliśmy opowiedziała nam swoją historię, której tutaj nie będę przytaczał z uwagi na osobiste pobudki. Każde miejsce na świecie ma swoją historię, a tych jest w rejonie zalewu czorsztyńskiego całe mnóstwo.

Zamek Czorsztyn

W pierwszym dniu przyjazdu ruszyliśmy w stronę ruin czorsztyńskiego zamku. Wybudowany w około 1350r przez, uwaga, Kazimierza Wielkiego w celu zapewnienia bezpieczeństwa granic z Węgrami zamek dumnie góruje nad zalewem od jego północnej strony. Wejście na teren kosztuje 7zł, płatność tuż przy bramie zamkowej. Po udaniu się na wyżej położone tereny naszym oczom ukazał się zbiornik wodny w swej całej okazałości; dawno nie widziałem tak dużego zalewu, a jeszcze kilkadziesiąt lat temu zamiast na ogromu błękitu spoglądałbym na okoliczne wsie. Uzmysłowienie sobie tego daje do myślenia. Na południowym krańcu zalewu, we wsi Niedzica stoi drugi zamek, wybudowany w podobnym czasie jak ten w Czorsztynie z początku ochraniał węgierską granicę. Tak, w XIII w mieliśmy tutaj Węgry na karku. Niestety, ale o tym zamku za dużo nie opowiem, bilety kosztowały 20 zł za osobę, a my mieliśmy przed sobą wiele mniej lub bardziej kosztownych atrakcji, może innym razem.

Przy zalewie od strony Czorsztyna jest miejsce do wypożyczenia rowerów, jednakże tam ich wypożyczać nie polecam, cena 50zł/rower zwala z nóg. O wiele lepszym rozwiązaniem jest wypożyczenie roweru chociażby we wsi Maniowy czy po drugiej stronie zalewu w Niedzicy, tam będzie taniej. My sami wypożyczyliśmy sprzęt w Sromowcach Niżnych, za 25 zł/os i ruszyliśmy w stronę słowackiej granicy i dalej przełomem Dunajca do Szczawnicy, ale o tym opowiem w kolejnej części relacji!

Trasa rowerowa Velo Czorsztyn

Nie bez powodu wspomniałem o rowerach, w Pieninach jest wiele pięknych tras rowerowych, a sam zalew czorsztyński można objechać dookoła tzw. trasą Velo Czorsztyn. Utwardzony asfalt, barierki, przystanki ze stolikami i ławkami aby odpocząć, miejsce na zapięcie roweru. Całość około 30km tuż przy pięknym sąsiedztwie samego zalewu oraz gór. Osobiście nie skorzystaliśmy z tej atrakcji, nie chciałbym aby Angelika się za bardzo przemęczała, przejechać 30km to nie jest małe piwo, ale kiedyś na pewno skorzystamy, tym razem z małą Zuzią jadącą razem z nami :).

Po wizycie na zamku wróciliśmy na chwilę do pensjonatu by ubrać wygodne górskie buty, serdecznie polecam te dla początkujących, z Decathlonu, za 220 zł. Świetnie się sprawdziły na licznych pienińskich szlakach turystycznych. Spakowaliśmy płaszcze przeciwdeszczowe, które polecam nawet jeśli nie zapowiadają deszczu, pogoda w górach zmienia się prawie tak często i niespodziewanie jak nastrój kobiety!

Trzy Korony i niebieski szlak

Droga na Trzy Korony, a więc szczyt górski Pienin o wysokości 982 m n.p.m. prowadzi bezpośrednio z Czorsztyna niebieskim szlakiem. Jest to dość długi szlak, około 7km, my szliśmy około 2h 30 min na samą przełęcz Szopka, która znajduje się tuż pod szczytem. Droga prowadzi przez otwarte hale, na których bace wypasają swoje owce. To tutaj idąc przez otwarty teren można zobaczyć oba zamki mieszczące się w dolinie oraz całą panoramę Tatr. Niesamowity widok na długo zapadający w pamięć. Jeśli kiedyś chcielibyście się poczuć naprawdę wolni to polecam iść właśnie niebieskim szlakiem, gdzieś tam na jednej z hal wyłożyć się na kocu i popatrzeć na piękną okolicę. Sam szlak wiedzie również przez las, by w końcu połączyć się z żółtym tuż przy przełęczy Szopka 779 m n.p.m. Na przełęczy można odetchnąć, jest kilka ławek oraz piękna otwarta polana z Tatrami w tle. Widok jak z pocztówki, zdjęcie poniżej, choć oczywiście na żywo wygląda jeszcze lepiej!

Podczas gdy cały niebieski szlak od Czorsztyna aż po przełęcz Szopka jest w miarę prosty i przyjemny tak już wejście na szczyt Trzech Koron jest lekko strome. My robiliśmy wiele krótkich przerw by odetchnąć, Angelika była wtedy w 18tyg ciąży i musieliśmy uważać. Śmiać mi się chciało jak podchodząc pod szczyt ludzie zwracali uwagę na moją żonę mówiąc do siebie ’patrz w ciąży jest i idzie, a ty baranie ledwo dajesz radę’ :). Niestety, ale już na sam szczyt nie udało nam się wejść, zablokowała nas… kolejka na około godzinę czekania. Okazało się, że na sam czubek Trzech Koron prowadzi metalowa wąska na jedną osobę konstrukcja. Chłop przy chłopie, jak w konserwie, ludzie stali przed konstrukcją jak i na niej, a kolejka szła bardzo powoli. Po chwili daliśmy sobie spokój, za dużo ludzi i za dużo czekania, poza tym ciężar jaki musiała ta ażurowa (!) kładka unieść pod naporem tylu osób musiał być co najmniej niebywały. Nie dziękuję, może innym razem. Pan w budce sprzedający bilety powiedział, że najlepiej przyjść z samego rana, 6-7 bądź późnym wieczorem, wtedy ludzi jest mniej.

Sromowce Niżne i żółty szlak

Schodząc z Trzech Koron skierowaliśmy się na na południe idąc żółtym szlakiem w stronę Sromowców Niżnych. Szlak wiedzie przez las, jest dość stromy i niebezpieczny z uwagi na śliskie skały towarzyszące wędrówce. Wzdłuż trasy płynie sopczański potok, schodziliśmy bardzo powoli, krok po kroku, woda oblewała kamienie. Po około godzinie wyszliśmy na otoczoną wzniesieniami z lewej i z prawej strony ścieżkę, byliśmy w wąwozie. Po około 20 min droga otwiera się na Sromowce Niżne, wieś położoną tuż przy Dunajcu, szerokiej rzeki będącej wizytówką Pienin.  Zakręcała tuż za strzelistym schroniskiem PTTK 'Trzy Korony’, w którym usiedliśmy coś zjeść i napić się zimnego piwka (mmm <3). Widok ze schroniska na Trzy Korony i inne szczyty – bajka. Tuż obok leniwie płynący Dunajec, trochę dalej ktoś sprzedaje dywaniki z owczej wełny, bezchmurne niebo i ta zieleń. Mógłbym już tam, w tych Sromowcach Niżnych zostać i wcale nie wracać z urlopu, bez kitu.

Sama miejscowość jest bardzo ładna, zadbane domy, pełno sklepików. Tu też można wypożyczyć rower by przejechać malowniczą trasę rzełomem Dunajca po słowackiej stronie. Nieopodal stacjonują flisacy zapraszający na spływ Dunajcem na drewnianej tratwie wejść na tratwę  choć jest to krótsza trasa. Ta dłuższa którą płynęliśmy zaczyna się kilka kilometrów na zachód w Sromowcach Wyżnych, ale o tym jak i o kilku innych miejscach opowiem w drugiej części relacji. Stay tuned!

*AKTUALIZACJA*

Jako, że nauczyłem się, a przynajmniej tak mi się wydaje, renderowania, obróbki i sklejania krótkich klipów w programie Adobe Premiere Pro, stworzyłem swój drugi filmik z wakacji, tym razem z Pienin. Wrzucam go tutaj, miłego oglądania!

5 3 votes
Oceń Post
Subscribe
Powiadom o


0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments