Wprowadzam dziś cykl Niepopularnych Opinii, w których to będę wypowiadał się na różne tematy pod zupełnie innym, mniej popularnym kątem. Zacznę od kultowego Matrixa, który będzie służył jako idealny przykład. Tysiące interpretacji oraz teorii spiskowych sprawiły, że filmowa trylogia jest swoistą otwartą księgą i punktem do wszelakich dyskusji, a ja uwielbiam dyskutować.
Sensu trylogii można się uczyć całe życie, jest jak otwarta księga
Bracia Wachowscy, w sumie to teraz już siostry Wachowskie, tuż po premierze Matrixa wspominały, że o samej trylogii będzie się mówić latami, a ich sens zrozumiemy prawdopodobnie dopiero za kilkanaście lat. No tak, to by się zgadzało, mi zeszło jakieś dwadzieścia, żeby ogarnąć o czym tak naprawdę są te filmy. Przy okazji obalę też jedną z popularnych teorii, która w ostatnim czasie się mocno nasiliła, a to z uwagi na nadchodzącą premierę czwartej części! Okey, ale o co chodzi z faktycznym sensem fabularnym całego Matrixa i dlaczego to nie Neo odgrywa w filmach kluczową rolę, a jest tylko popychadłem? Już tłumaczę.
Zacznę od tej słynnej książki, którą każdy z obsady musiał przeczytać na spółkę z czytaniem scenariusza oraz w trakcie kręcenia zdjęć do filmów, czyli Symulakry i Symulacja, autorstwa Jean Baudrillard. Książkę tę Neo, jeszcze wtedy Thomas Anderson trzyma w ręce w początkowej fazie pierwszej części Matrixa. W skrócie opisuje ona rzeczywistość oraz fikcję, które się w pewnym momencie ze sobą ścierają by w końcu przeniknąć na tyle by człowiek nie wiedział czym jest jedno, a czym drugie. Twórcy zaczynają z grubej rury, ale jeszcze wtedy nikt, kompletnie nikt nie domyśla się, że właśnie to będzie jednym z motywów przewodnich całej trylogii. Bo Matrix wcale, na pierwszy rzut oka, nie opowiada o walce dobra ze złem czy też tej maszyn z ludźmi, ale m. in. o ścieraniu się rzeczywistości z fikcją, przenikaniu jednego z drugim oraz o wzajemnej grze maszyn, a raczej ich programów. W zasadzie to dwóch programów.
Źródło: https://www.reddit.com/r/MovieDetails/comments/8shviv/in_the_matrix_1999_neo_stores_his_computer_files/
Neo jest popychadłem, wplątanym w grę pomiędzy dwoma programami
Dlaczego tak? Bo pomimo największego okienka czasowego Neo nigdy nie rozdawał pierwszych kart, a był tylko pionkiem zmanipulowanym przez kolejny program Matrixa, a więc wyrocznię. Dlaczego tak uważam? Z uwagi na kilka istotnych rzeczy. Pierwszą jest ciastko oreo, które wspomniana wyrocznia wręcza Neo przy pierwszym spotkaniu. On sam twierdził wtedy, że żadnym wybrańcem nie jest i generalnie to miał wtedy rację, nigdy nim nie był. Sytuację zmienia jednak wspomniane ciastko, które zjada, a które jest kolejnym programem. Wszczepia mu umiejętność zaginania czasu, czyli sławny bullet time. Dobre nie? Tak, ale wcale nie takie oczywiste przy pierwszym czy też dziesiątym oglądaniu filmu. Dlaczego wyrocznia programuje w nim 'supermoce’? Bo to jej plan na nowego superbohatera, który grzecznie wykona powierzone mu zadania.

Neo dostaje kolejne ciastko, a raczej cukierka, tym razem w drugiej części oraz otrzymuje informacje, że stanie przed wyborem. Miał to być wybór pomiędzy uratowaniem ludzkości, a swojej ukochanej, Trinity. Wyrocznia daje mu kolejne wskazówki i zadania, a on posłusznie je wykonuje i przy okazji zjada… cukierek. Gra pomiędzy wyrocznią, a Architektem rozkręca się na dobre i to właśnie ta gra, w którą główny bohater został nieświadomie wplątany jest głównym motywem przewodnim całej trylogii. Nie walka ludzi z maszynami i ratunek Syjonu, ale własne egoistyczne pobudki jakimi kierują się dwa programy, a więc wyrocznia oraz architekt. Ta pierwsza jak sam architekt później wspomina uczyła się od ludzi, uczyła się ich emocji, czym się kierują i w końcu, po pięciu wersjach Matrixa, po pięciu zniszczeniach Syjonu zrozumiała, że ten konflikt nie ma w ogóle sensu. Zrozumiała, że ludzie zawsze będą się buntować, a maszyny tracić czas. Zamiast tego postanowiła (nie Neo) wprowadzić pokój, pozorny, ale pokój, który miał służyć wszystkim.
Przyczyna i skutek
Solidnym fundamentem tej interpretacji jest spotkanie Neo, Trinity oraz Morfeusza z Merowingiem, jednym z najstarszych programów w Matrixie. Gościem, który widział wszystkie wersje programu oraz wszystkich wybrańców. Podczas dość ciekawego dialogu, a raczej monologu mówi im, między wierszami, że tylko ten, który zrozumie idee przyczyny oraz skutku, praw jakie rządzą tym światem osiągnie i zyska świadomość. Mówiąc prościej daje do zrozumienia Neo, że wyrocznia jest cholernym manipulantem wykorzystującym go do spełnienia swojego celu, do którego została de facto zaprogramowana. Merowing doskonale wie czego Neo musi dokonać aby kolejny raz zresetować program i kto nim manipuluje by odniósł sukces, wystarczy aby ten zjadł ciastko, tak jak blondynka w restauracji zjadająca tort mający doprowadzić ją do orgazmu.

Spotkanie Neo z architektem jest równie ciekawe co zagadkowe. To wtedy dowiadujemy się o tym, że mamy około 2699 rok, a nie 2199 tak jak wspominał Morfeusz w pierwszej części, choć on sam stwierdził wtedy, że sam nie wie dokładnie, który jest rok. W pamiętnej scenie w jaskini podczas swojego przemówienia dodaje, że wojna z maszynami toczona jest już od stu lat. Tak naprawdę wojna toczona jest od około 600 lat lecz nikt, prócz maszyn oraz już teraz samego Neo o tym nie wie, tak jak nikt nie wie o tym, że maszyny skrupulatnie kontrolują populację Syjonu.
Człowiek w swej niedoskonałości spodobał się maszynom
Wracając do architekta. Ten ubrany na biało gość uosabia bóstwo, stworzyciela Matrixa. W pokoju jest czysto, sterylnie, logicznie. Dlaczego tak jest? Aby pokazać, że Neo rozmawia z maszyną, chłodno kalkulującym i myślącym bardzo logicznie, wręcz zero jedynkowo programem, w którym nie ma miejsca na emocje i pochopne decyzje. Jednakże Neo taką podejmuje wybierając nie drzwi, dzięki którym zresetuje macierz i uratuje 23 wybranych ludzi z Syjonu po to aby go zaludnić na nowo, ale drzwi, które prowadzą go do wybranki serca. Samolubne prawda? A czy ty wobec ukochanej osoby nie poświęciłbyś wszystkiego? Każdy z nas jest trochę samolubny, to normalne, nie jesteśmy doskonali, nie myślimy logicznie i kierujemy się nadzieją. Wspomniana nadzieja spodobała się architektowi. Na sam koniec powiedział to Neo wprost, że nadzieja jest największą siłą, a zarazem słabością ludzkości tym samym przystając na grę Wyroczni.
Źródło: https://creative-analytics.corsairs.network
Wirus jakim stał się agent Smith i rola jaką nieświadomie odegrał w całej fabule
Był też w tym jeden ogromny haczyk. Smith, który zawłądnął Matrixem zamieniajac go w twór wypełniony w głównej mierze jego mało ciekawą mordą. Architekt oraz wyrocznia doskonale wiedzieli, że tylko Neo będzie go w stanie zniszczyć, ale w sumie to jak miał to zrobić? Zniszczyć wirusa, który zawładnął całym Matrixem? To bardzo dobre pytanie, na które na szczęście twórcy również odpowiedzieli, choć, swoim zwyczajem, nie wprost. Otóż Neo po przejściu przez drzwi, te drugie, na pozór niewłaściwe, coś poczuł, a jego późniejsze słowa 'something changed, i can feel them’ znaczyły tyle, że architekt wszczepił w niego kolejną supermoc. Dzięki niej, mógł zatrzymać mątwy co jest dość fascynujące,.Ten aspekt pozwoli mi w doskonały sposób obalić teorię mówiącą o matrixie w matrixie. Część osób uważa, że Syjon oraz świat realny były kolejną warstwą Matrixa, a ludzie całkiem nieświadomie byli przez cały ten czas podpięci do swoich inkubatorów.
Skąd Neo miał moce w realnym świecie, czyli obalam teorię matrixa w matrixie
Gdyby tak było to cały sens trylogii, wszelkie analogie, starania Wachowskich poleciałyby na łeb na szyję, film należałoby odwrócić do góry nogami. Ale dlaczego ta teoria w ogóle powstała? To bardzo proste. Neo na końcu drugiej części unicestwia, w realnym świecie, maszyny, telekinezą. Co więcej ślepnąc na końcu części trzeciej wciąż widzi cyferki oraz miasto maszyn. Przecież to jest realny świat więc jakim cudem może i tutaj zgrywać superbohatera? Wytłumaczenie tego napisałem kilka linijek wyżej. Wyrocznia oraz architekt zaprogramowali Neo w taki sposób aby ten mógł połączyć się ze źródłem, czego efektem ubocznym było nawiązanie więzi z maszynami.

Chyba nie myśleliście, że w świecie maszyn wszystko idzie po kablach co? WiFi też tam mieli, zresztą o tej 'świadomości maszyn’ mówi sam Morfeusz i to w części pierwszej. Źródło ma swoją świadomość do której są połączone wszystkie maszyny i jeśli graliście kiedyś w Starcrafta to na pewno to ogarniecie. Dzięki połączeniu ze źródłem Neo może wywierać wpływ na maszyny i widzieć ich świat, nawet po okaleczeniu przez Bane’a. Zauważcie, że on będąc okaleczonym nie widzi chmurek i natury jako takiej, ale miasto maszyn, w którego centrum się znalazł. Dzięki połączeniu ze źródłem mógł unicestwić też Smitha, który od Matrixa się odłączył, a w którym Architekt oraz Wyrocznia widzieli ogromne zagrożenie. Jak siedzisz teraz zdziwiony to się nie przejmuj, mi też trochę zajęło ogarnięcie tego tematu. Filmy po prostu zbudowane są w taki sposób aby rodzić więcej pytań niż odpowiedzi.
Ulepszenie Matrixa oraz pozorny pokój
Dlaczego w ogólę piszę ten tekst? Za jakiś czas możemy się spodziewać trailera czwartej części, co na pewno na nowo wskrzesi całą gamę dyskusji oraz falę komentarzy na temat istoty samej trylogii. Jestem też ogromnie ciekaw waszych opinii na temat trylogii, czy myślicie podobnie czy może kompletnie się ze mną nie zgadzacie? Tak jak napisałem wcześniej Matrix jest otwartą księgą, w której można się doszukać kompletnie wszystkiego. Jestem też ogromnie ciekaw co Lana Wachowska tym razem sprawi nam przy premierze czwartej części. Dla przypomnienia dodam, że zakończenie trylogii wcale nie sugerowało zniszczenia Matrixa, a jego ulepszenie. Symbolizował to zachód słońca 'wygenerowany’ przez Sati, program uczący się kochać, wcześniej wydalony z Matrixa po to by teraz tworzyć dobro. Twórcy takim zakończeniem pokazują nam swoje intencje, a więc pokój pomiędzy ludźmi oraz maszynami, lepszą wersję Matrixa (program będzie istnieć, bo maszyny wciąż muszą z czegoś czerpać energię) oraz postawienie tych, którzy jeszcze się nie obudzili wyboru, a więc kultowe już dwie pigułki, niebieską oraz czerwoną.
zapraszam do grupy gdzie można promowac swoje strony https://www.facebook.com/groups/2578124759169911
Ostatnio oglądałem Matrixa po latach i zaskakująco dobrze wygląda! Co prawda w kontekście fabuły można go odbierać zupełnie inaczej, ale generalnie bardzo przyjemny seans!
To fakt, Matrix się po prostu słabo starzeje, efekty specjalne zastosowane w filmach to był jakiś kompletny kosmos, a fabuła opowiada o rzeczach uniwersalnych.
Gdy oglądałem Matrixa pierwszy raz uznałem go za rzecz raczej wtórną. Pewnie dlatego, że siedziałem wtedy bardzo mocno w fantastyce i miałem już za sobą przerobione na powieści różne odmiany tego pomysłu, czyli rzeczywistość w rzeczywistości, cukier w cukrze itd. Ciekawie piszesz o tym filmie. Próbuję iść Twoim tokiem myślenia i zastanawiam się, czy bracia Wachowscy nie okazują się teraz siostrami Wachowskimi próbując w jakiś sposób… nie wiem… korespondować z filmem? Chcąc pokazać nasz świat, tzw. real również jako względny obraz czegoś tam. Wydaje mi się to strasznie głupie, ale myślę, że tak może być.
Jeśli siostry Wachowskie zmieniły płeć z uwagi na Matrixa to ja dziękuję nie mam pytań, choć kto wie? 🙂
Nie lubię matrixa , nie przypadł mi do gustu.
I masz do tego święte prawo, całe szczęście!
W sumie to nawet jeszcze nie oglądałam Matrixa, ale kiedyś spróbuję nadrobić. Ciekawe o nim piszesz 🙂
O widzisz! 🙂 Polecam 🙂
Mówiąc szczerze,nie ogarniam fenomenu Matrixa. Nigdy nie obejrzałam do końca – nudził mnie,bardzo szybko zasypiałam w trakcie.
To też nie jest film dla każdego, ale myślę, że jakbyś się wgryzła w temat to zauważyłabyś, że to nie jest film do obejrzenia na raz, myślę, że bardziej na kilka razy. 🙂