Mówią, że nasze polskie Pieniny to trochę taki włoski Rzym, że nie wystarczy pojechać tam raz, a nawet i sto razy aby w pełni doświadczyć tego pięknego miejsca. Tak w zasadzie to prawdopodobnie sam to określenie przed chwilą wymyśliłem, ale sądzę, że jest w nim wiele prawdy. W tamtym roku byliśmy w Pieninach gdy Angelika była jeszcze w ciąży, w tym zaś Zuza już mogła na własne oczy zobaczyć piękno gór i to w bezpiecznych warunkach :). Z uwagi na dużą ilość informacji postanowiłem podzielić ten wpis na dwie części, tak więc zapraszam do części pierwszej.
Co zabraliśmy w góry dla 7 miesięcznej Zuzi
Już drugi rok z rzędu jedziemy w Pieniny. Ciekawe jest to jak mocno zmieniło się nasze życie przez ten rok choć Pieniny pozostały tak samo piękne i malownicze jak wtedy gdy widzieliśmy je po raz pierwszy. W tym roku podejrzewałem, że będzie trzeba wziąć kilka rzeczy więcej z uwagi na Zuzę, a moje podejrzenia okazały się słuszne gdy po raz dziesiąty wracałem się do bagażnika by zapakować kolejne ubranka dla naszej 7 miesięcznej córki. Lista rzeczy była tak pokaźna, że w połowie pakowania zacząłem się serdecznie cieszyć, że mamy Octavię, której bagażnik jest naprawdę spory. Prześledziłem kilka blogów rodzicielskich oraz podróżniczych i m.in. na podstawie doświadczeń ludzi, którzy już byli z tak małymi dziećmi w górach zebraliśmy poniższą listę:
– ubranka zestaw na każdy dzień czyli skarpetki, spodnie, body na krótki + na długi rękaw lub bluza oraz kurtka, wszystko kompletami, żeby do siebie pasowało + ręcznik
– czapka cieplejsza + kapelusz na słońce
– pampersy, pieluszki, mata do przewijania, chusteczki nawilżane lub waciki oraz woreczki na brudne pieluszki
– apteczka (witaminy, paracetamol, czopki glicerynowem, generalnie to co dziecko przyjmuje na co dzień + kosmetyki do kąpania oraz koniecznie krem z filtrem dla niemowlaka +50
– termometr elektroniczny (świetna sprawa!)
– nosidło, my kupiliśmy martki Tula model Discover FTG (link do nosidełka TUTAJ), niesamowicie pomocna rzecz
– wózek Holland Bebetto 2w1 (link do wózka TUTAJ)
– zabawki, ale nie za dużo, my wzieliśmy za dużo i tylko zajmowały miejsce, a Zuza bawiła się kilkoma i było okey
– zapinka do smoczka do nosidła + 2 dodatkowe smoczki gdybyśmy zgubili na trasie
– jedzenie dla dziecka, w naszym przypadku mleko modyfikowane Bebilon 2
– pojemnik podróżny na mleko marki Babyono (link do pojemnika TUTAJ), świetna rzecz, mieści 4 porcje, starczyło nam na cały dzień w góry
– w razie czego gotowe mleko, bez rozrabiania, sprawdziło się gdy nie było prądu i nie można było podgrzać mleka w proszku
– kaszka
– miseczka + łyżeczka
– chrupki kukurydzianek
– 3 butelki na mleko
– słoiczki z ugotowanymi przez babcie zupkami
– termos
– kubeczek niekapek
– plecak turystyczny marki Quechua (link do plecaka TUTAJ)
Powyższe linki do produktów nie mają charakteru reklamowego, po prostu wrzucam to co my zabraliśmy w góry. Gdybym na tych linkach zarabiał to bym pewnie pisał do was z mojego prywatnego jachtu spokojnie pływającego gdzieś na morzu Tyrreńskim, to tak dla jasności.
Podróż oraz apki przydatne na autostradzie
Nasze doświadczenie w podróżowaniu z Zuzą raczej ograniczało się do spacerów w nosidełku po Smolcu, czyli miejscowości, w której mieszkamy. Były to może godzinne spacery, na których albo Zuza bacznie obserwowała otoczenie albo po prostu spała wtulona w Angelikę. Czasem też marudziła, a my pospiesznie wracaliśmy do domu. To w zasadzie tyle, więc możecie sobie tylko wyobrazić ile pytań rodziło się w naszej głowie gdy myśleliśmy o kilkugodzinnych wędrówkach z naszą córeczką, która dopiero skończyła 7 miesięcy, po pienińskich górach. Jak zniesie długą podróż? Jak będzie się czuła spacerując po górach przez bite kilka godzin będąc w nosidełku? Czy nie będzie odczuwać dyskomfortu i płakać? Czy uda nam się ją przebrać na szlaku?
Zuza trasę na szczęście zniosła dobrze, mieliśmy kilka przystanków na zmianę pampersa i rozprostowanie kości, ale nic szczególnego się nie działo, w zasadzie to poszło o wiele lepiej niż myśleliśmy. Przejechaliśmy około 380 km, Zuza wtedy albo spała albo bawiła się swoimi zabawkami które powpinaliśmy do fotelika. Wzięliśmy też dla małej wodę i chrupki kukurydziane, które czasem potrafią uratować z niejednej opresji :).
Jeśli podróżujecie A4 to polecam Wam zainstalować apkę AutoPay (link TUTAJ lub TUTAJ), która usprawni przejazd przez bramki pomiędzy Katowicami, a Krakowem. O samej aplikacji nie będę się rozpisywał, nadmienię tylko, że automatyzuje przejazd pobierając opłatę z telefonu, a my nie musimy pobierać biletu i rozliczać się na samej bramce. Świetna sprawa, polecam. Zainstalowaliśmy również państwową apkę E-TOLL (przejazd pomiędzy Bielanami Wrocławskimi, a Katowicami), jednakże z uwagi na problemy z rozliczeniem się na bramce nie polecam z niej korzystać, jeszcze. Widocznie jest jeszcze w fazie testów o czym rząd nie raczy nikogo informować. Zresztą możecie sobie zerknąć na opinie o samej apce na Google Pay (TUTAJ) i Apple Pay (TUTAJ).
Nocleg w Czorsztynie jako świetne miejsce wypadowe po całych Pieninach
Zatrzymaliśmy się, drugi rok z rzędu w Pensjonacie u Agnieszki (link TUTAJ) mieszczącym się w Czorsztynie, rzut beretem od zalewu Czorsztyńskiego. Bardzo schludne miejsce, za małe pieniądze, a przy tym niezwykle mili właściciele, z którymi można posiedzieć, pośmiać się i których można się poradzić w razie potrzeby. Czorsztyn jest świetnie zlokalizowany, pod warunkiem, że macie samochód. To doskonałe miejsce wypadowe na wędrówki po całych Pieninach. Stąd można przejść się pod sam zalew Czorsztyński, zwiedzić ruiny zamku w Czorsztynie, czy też przepłynąć statkiem do Niedzicy, by tam zwiedzić drugi zamek. Można również wejść na Trzy Korony i dalej na Sokolice idąc niebieskim szlakiem właśnie z Czorsztyna. Do Krościenka i Szczawnicy polecam jechać samochodem, w naszym odczuciu to zbyt dalekie trasy by dojść do nich pieszo z małym dzieckiem.
Bezpieczny start z 7 miesięcznym maluchem, czyli zielonym szlakiem do ruin zamku w Czorsztynie oraz prom do Niedzicy
Pierwszy dzień po przyjeździe nie zrobiliśmy za wiele, spacer w dół zalewu czorsztyńskiego do przystani gondol, jakiś obiad i piwko na ogrodzie przy Pensjonacie. Dopiero drugiego dnia zaczęła się prawdziwa zabawa. Nie wiedząc jak Zuza będzie się zachowywać na dalszym szlaku, takim jakim jest przykładowo niebieski szlak z Czorsztyna na Trzy Korony zapakowaliśmy córkę w nosidełko i poszliśmy krótkim zielonym szlakiem, w stronę ruin zamku i zalewu Czorsztyńskiego. Zabraliśmy ze sobą plecak, a w nim:
– matę do przewijania,
– pojemnik podróżny na mleko z czterema porcjami,
– gorącą wodę w termosie,
– wodę niegazowaną
– pampersy, około 5
– pieluszki
– chrupki kukurydziane
– czapkę
– waciki
– worek na pampersy
Na dół plecaka rzeczy, z których korzystalibyśmy rzadziej, na górę te pierwszej potrzeby jak mleko, woda i termos. Do zamku prowadzi zielony szlak, który co prawda nie jest długi, około 20 min spacerkiem, ale różnica wysokości to około 90 m, więc dość sporo na tak krótkim odcinku. Nie znaczy to, że jest trudno, wystarczy, żebyś nie jadł całej pizzy na śniadanie przed wędrówką w stronę zamku i będzie dobrze, dotrzesz cały i zdrowy z dzieckiem. Ruiny zamku opisywałem już we wcześniejszym wpisie (link TUTAJ), rok temu, gdy jeszcze Zuza wędrowała z nami, ale w brzuchu u Angeliki. Historię samego Czorsztyna i wiosek naokoło, wydarzeń poprzedzających zalanie miejsca gdzie teraz jest zalew oraz konsekwencje opisałem TUTAJ, to bardzo barwna i ciekawa historia.
Jeśli będziecie płynąć promem do Niedzicy to koniecznie targujcie się u sprzedawcy, obiecuję, że bez problemu zejdą Wam z ceny biletu normalnego na ulgowy. To tylko 1 zł różnicy, ale jak to mówią grosz do grosza prawda? Płynąc promem Zuza za bardzo nie przejmowała się otoczeniem, była już dość śpiąca, generalnie poszło bardzo gładko. Powitała nas plaża i urokliwy zamek na wzniesieniu. Z uwagi cenę za zwiedzanie, około 19 zł bilet normalny, 14 zł ulgowy poszliśmy dalej w stronę zapory Niedzica. Po drodze kramiki z goframi, oscypkami i co tam jeszcze w tych górach mają.
Widok z samej zapory na słowackie hale jak zawsze piękny, szczególnie gdy widokowi towarzyszą promienie słońca padające na zielone pagórki. Zuza zaczęła nam lekko marudzić przy zaporze, ale nadchodziła jej pora karmienia, więc wyciągnąłem z plecaka pojemnik podróżny na mleko, wodę, termos i nakarmiliśmy ją. Jeśli w tym momencie zastanawiacie się gdzie po jedzeniu możecie przewinąć Waszego niemowlaka to już podpowiadam – polecam łąkę niedaleko zapory, jest tam dość sporo miejsca i nie powinniście przeszkadzać nikomu kto smacznie wcina swojego gofra. Kojarzycie tą babkę, która rozłożyła w restauracji matę do przewijania na swoim stoliku? Tak nie róbcie, nigdy, powtarzam, nigdy.
Do pensjonatu wróciliśmy tą samą drogą, czyli prom plus przejście zielonym szlakiem do Czorsztyna, Zuzi widocznie to wszystko grało, bo zachowywała się bardzo dobrze. Z uwagi na wczesny wyjazd i podróż nie mieliśmy już siły na nic więcej więc nigdzie więcej już tego dnia nie spacerowaliśmy. Kupiłem w sklepie nieopodal piwo Pienińskie jasne, serdecznie polecam, bardzo dobre rzemieślnicze piwo choć cena (9 zł) może odstraszać.
Trasa: Zielony szlak z Czorsztyna do zamku + prom do Niedzicy na zaporę i z powrotem
Czas: około 4h
Ocena trudności: 1/5
Z dzieckiem: Tak, zdecydowanie, można zarówno w nosidełku jak i z wózkiem
Buty: Mogą być adidasy, byleby nie z płaską podeszwą
Żółtym szlakiem przez Rezerwat Biała Woda i spacer w wózku po Szczawnicy
Trzeciego dnia postanowiliśmy wybrać się do Rezerwatu Biała Woda umiejscowionym na wschód od Szczawnicy. Malownicze miejsce położone wzdłuż żółtego szlaku turystycznego. Gdzieś wyczytaliśmy, że trasa jest idealna na wózek, ale tak szczerze to komuś się chyba miejsca pomyliły, bo trasa była co prawda przyjemna i dość płaska, ale nie na wózek tylko nosidełko. Początek wyłożony asfaltem faktycznie prosty, ale kilka kroków dalej pojawiły się kamienie, żwir oraz nierówności skutecznie utrudniające spacer z wózkiem. Na tą trasę polecam nosidełko oraz plecak. Do plecaka zapakowałem wszystko to co dzień wcześniej. Szliśmy około godziny w jedną stronę, a widoki były piękne. Gdzieś pośrodku szlaku mały wodospad, dalej kładki i mosty oraz nasłonecznione hale, otoczone pojedynczo wyrastającymi z ziemi wzniesieniami. Tam gdzie były drewniane ławki i stoły robiliśmy przerwy by nakarmić Zuzę, przebrać i samemu odpocząć.
Wracając z Rezerwatu Biała Woda wybraliśmy się do pięknej Szczawnicy. Powiedzieć, że to malownicze miejsce to jakby nie powiedzieć nic. Otoczenie gór, potok Grajcarek płynący przez miejscowość i wesoło wpadający do Dunajca, kolorowe kwiaty na kładkach i mostach. To również początek, bądź też koniec jak kto woli, Drogi Pienińskiej, czyli najpiękniejszego spacerowo-rowerowego traktu w całych Pieninach. Gdzieś pośrodku miejscowości wyciąg na Palenicę, z której rozpościera się okazały widok na Gorce i Pieniny Właściwe. Polecam przysiąść przy Grajcarku i pomoczyć nogi w chłodnej i czystej wodzie, szczególnie w upalny sierpniowy dzień, mała rzecz, a cieszy. Zresztą wzdłuż całego Grajcarka spotkaliśmy ludzi szukających ochłody przy gładko płynącym potoku.. Zuza też zaliczyła kąpiel, a raczej zamoczenie stóp, na pół sekundy, tak żeby nie zmarzła :). Spacerowała z nami w wózku po chodniku, który ciągnie się przez praktycznie całą miejscowość, było gładko i przyjemnie. Zuzę przebraliśmy na pasie zieleni niedaleko chodnika, choć na pewno znalazłaby się też jakaś restauracja z przewijaniem gdybyście nie mieli przy sobie koca i maty do przewijania.
Dwa dni później prócz kolejnego spaceru z wózkiem po Szczawnicy przeszliśmy się też Drogą Pienińską. Niesamowicie malownicze miejsce, które polecam każdemu zobaczyć na własne oczy. Myślę, że to jedno z najpiękniejszych miejsc w okolicy do spaceru z wózkiem, które ciągnie się wzdłuż Dunajca, w cieniu robiących ogromne wrażenie wzniesień.
Trasa: Żółty szlak przez Rezerwat Biała Woda + spacer po Szczawnicy
Czas: około 5-6h
Ocena trudności: 1/5
Z dzieckiem: Tak, zdecydowanie, można zarówno w nosidełku jak i z wózkiem
Buty: Mogą być adidasy, byleby nie z płaską podeszwą
Niebieskim szlakiem z Czorsztyna na Trzy Korony i z powrotem
Po dwóch dniach gdy już wiedzieliśmy, że Zuza jak dotąd dobrze znosi wyjazd w góry, czy to spacerując w nosidełku czy też w wózku postanowiliśmy przejść do meritum sprawy, czyli wybrać się na Trzy Korony. Wejście na Trzy Korony z Czorsztyna nie jest trudne, ale bardzo długie. To niebieski szlak, którym w jedną stronę szliśmy około trzech godzin, tak, trzy godziny, w jedną stronę. Szlak nie należy do trudnych, ale wózek możecie sobie podarować, po drodze bowiem napotkacie wzniesienia, nierówności, wystające kamienie i korzenie. Na tej trasie stanowczo polecam nosidełko oraz plecak.
Na trasie kilka pięknych widoków na Tatry Wysokie, głównie z hali Majerz oraz dwóch przełęczy, w tym Snozka tuż pod Trzema Koronami. Widoki piękne choć też i dużo słońca, biała czapka dla Zuzi okazała się być w takim warunkach bardzo pomocna. Gdy robiło jej się ciepło wyciągaliśmy ją z nosidełka tak aby się nie odparzyła. Polecam wsadzić pomiędzy dziecko, a nosidełko pieluszkę, która będzie chronić przed odparzeniami. Przypominam, że tak długie spacery po górach to nie 30 minutowa wędrówka do parku, tutaj trzeba mieć więcej wyobraźni. Kilka dni po urlopie spacerowałem z Zuzą w nosidełku, około godziny, plecy do wymiany, mała już trochę waży i trzeba się po pewnym czasie mocno nasiłować, żeby utrzymać poprawną pozycję. Tym bardziej byłem pod wrażeniem jak Angelika dała sobie radę niosąc Zuzę na tak długim szlaku. Po drodze zatrzymywaliśmy się kilka razy na zmianę pieluszki, jedzenie i by gdzieś usiąść i odpocząć na rozmieszczonych wzdłuż szlaku ławkach.
O ile przy zalewie Czorsztyńskim, Niedzicy i w Rezerwacie Biała Wodna buty turystyczne nie są, moim zdaniem, pozycją obowiązkową, tak już na niebieskim szlaku z Czorsztyna na Trzy Korony jak najbardziej. I nie mówię tego jako wielki fanatyk butów turystycznych, ale po to byście sobie nóg nie połamali na szlaku, serio. Wiele osób ten element wyposażenia lekceważy wesoło hasając po szlakach na przykład w sandałach. Polecam jednak Decathlon, mają tanie i solidne buty, ja mam takie (LINK) i sprawują się świetnie, Angelika ma podobne tyle, że oczywiście damskie, choć tak szczerze to te buty wyglądają na unisex, więc bardziej o rozmiar stopy chodzi.
Na sam szczyt Trzech Koron nie wchodziliśmy z Zuzą, to dość strome 30-45 minutowe podejście, a po trzygodzinnej wędrówce wszyscy byliśmy zmęczeni. Angelika została z Zuzą tuż przy przełęczy Snozka, są tam ławki, można usiąść, a ja zebrałem kilka osób i poszliśmy zdobyć najwyższy szczyt Trzech Koron, czyli Orlicę. Kolejka tuż przed szczytem była, na szczęście dość krótka (bilet kosztuje 8zł dla osoby dorosłej i 4 zł ulgowy, można też kupić odznakę Trzech Koron jeśli ktoś zbiera, koszt 10 zł), więc po około 15 minutach czekania staliśmy już na dość małej platformie widokowej wybudowanej na samym szczycie. Widok rozpościerający się na Pieniński Przełom Dunajca, Pieniny oraz Tatry, Gorce, Beskid Sądecki, Beskid Żywiecki i Magurę Spiską, zapiera dech w piersiach, jest pięknie i widowiskowo. Warto było się jeszcze trochę zmęczyć i wejść na szczyt, z tym, że tak jak napisałem wcześniej lepiej bez dziecka, strome podejście może być niebezpieczne i jeśli macie możliwość zostawić Waszą pociechę z kimś z rodziny, na Przełęczy Snozka tuż pod szczytem to tak bym proponował. Jeśli wybieralibyście się w góry z babcią i dziadkiem tak jak my to uwierzcie mi, ale w takich sytuacjach babcia i dziadek okazują się być bezcennymi towarzyszami podróży. Nam bardzo dużo pomagali gdy np. chcieliśmy samemu na spokojnie pójść coś zjeść czy też wspiąć się na Sokolicę by podziwiać przełom Dunajca, o czym opowiem w drugiej części wpisu.
Z Przełęczy Snozka wychodzą trzy drogi powrotne, żółty szlak w stronę Sromowców Niżnych biegnący na południe, północny w stronę Krościenka nad Dunajcem oraz niebieski, ten sam którym szliśmy z Czorsztyna. Początkowo chcieliśmy zejść żółtym do Sromowców Niżnych, ale o ile w tamtym roku nie stanowiło to większego problemu, tak już w tym z małym dzieckiem przy serduchu mogłoby być zbyt niebezpiecznie. Zejście żółtym szlakiem do Sromowców Niżnych jest momentami bardzo śliskie, wzdłuż trasy płynie mały strumyk wesoło podmywając skały, po których się schodzi. Z uwagi na to można wywinąć ładnego orła, czego nie polecam robić szczególnie z małym dzieckiem. Szlakiem do Krościenka jeszcze nie mieliśmy okazji iść więc nie powiem Wam nic o jego stopniu trudności. Na powrót więc wybraliśmy niebieski szlak, czekało nas kolejne 2,5 do 3h wędrówki, tym razem już do pensjonatu. Zrobiliśmy wtedy w dwie strony około 15 km i to na samym szlaku, jak zobaczyłem zegarek znajomego z wbudowanym krokomierzem to nie powiem, że nie byłem pod wrażeniem, szczególnie gdy pomyślałem ile taka trasa musiała kosztować Angelikę siły.
Trasa: Niebieski szlak z Czorsztyna na Trzy Korony
Czas: około 6h
Ocena trudności: 3/5
Z dzieckiem: Tak, ale w nosidełku i to nie do samego końca na sam szczyt, a do Przełęczy Snozka
Buty: Turystyczne/trekkingowe, stanowczo odradzam typowe adidasy bądź sandały
W drugiej części wpisu opiszę przejście Wąwozem Homole, wejście na Sokolicę (tylko dla ludzi o mocnych nerwach), relaks w otoczeniu chłodnej wody Dunajca w miejscowości Sromowce Niżne oraz krótki spacer po stronie słowackiej, stay tuned!
Wspaniałe wakacje, widać, że były bardzo udane i córeczce się podobało 🙂 Blisko mamy, mogła oglądąć świat dookoła 🙂
Tak, nosidełko ma taką jedną ogromną zaletę, że dziecko przytula się prosto do serducha, jak widać Zuzi to pasowało :). Pozdrawiam!
Przepiękne zdjęcia i oczywiście bardzo przydatny artykuł, z dużą dawką informacji. Dziękuję.
Bardzo dziękuję, właśnie taki był cel tego wpisu, może komuś się przyda gdy sam będzie planował wyjazd z niemowlakiem. Pozdrawiam!