W drugiej części mojej relacji z wyprawy w piękne Pieniny z naszą jeszcze wtedy 7 miesięczną córeczką opiszę przejście przez lekko zabłocony Wąwóz Homole, wejście na Sokolice (tylko dla ludzi o mocnych nerwach), odpoczynek przy Dunajcu i krótki spacer po stronie słowackiej.
Piątego dnia pogoda wciąż dopisywała, praktycznie codziennie mieliśmy słońce. To dość ułatwiało całą organizację naszych wędrówek po górach. Co prawda byliśmy w miarę przygotowani na okoliczność deszczu, mieliśmy płaszcze przeciwdeszczowe, jednak wolałbym uniknąć chowania się przed deszczem z Zuzą w nosidełku. W ten dzień postanowiliśmy wejść na Sokolicę, szczyt okraszony legendarnymi starymi jak świat (500 lat) poskręcanymi sosnami, z którego rozlewa się piękny widok na zakola Dunajca oraz pasma górskie. Jeśli czytaliście kiedyś o Pieninach to zapewne przy okazji widzieliście jakieś pocztówki właśnie z Sokolicy, to bardzo charakterystyczne miejsce.
Wchodzimy na Sokolice, sami
Byłem naprawdę ciekaw jak tam jest, więc długo się nie zastanawialiśmy i… zostawiliśmy Zuzę z rodzicami Angeliki, by wejść na szczyt samemu. Dlaczego nie z Zuzą? Gdzieś na jakimś blogu wyczytałem, że wejście jest co prawda strome, ale z dzieciakami jak najbardziej, bez problemu. Z drugiej zaś strony mama Angeliki przeczytała, że w żadnym wypadku, że może z dzieckiem takim, które śmiało kroczy obok będzie okey, ale nie z niemowlakiem. Oczywiście ja w uparte, że co tam, damy radę, ale tak od słowa do słowa stwierdziliśmy, że no skoro rodzice Angeliki i tak chętnie by się zajęli Zuzą przez te kilka godzin (wspaniali teściowie, polecam :)) to my wejdziemy na szczyt sami. Nigdy tak bardzo nie cieszyłem się z racji teściowej, ale po kolei.
Na Sokolicę wchodziliśmy od strony Krościenka nad Dunajcem. To zielony szlak prowadzący od ul. św. Kingi, rozpoczynający się na południu wioski. Angelika koniecznie musiała wziąć ze sobą jakiś plecak, cokolwiek byleby miała jakieś obciążenie, a jak pytałem dlaczego to dostałem odpowiedź, że na wszystkie szlaki brała Zuzę do nosidełka i teraz będzie jej tak dziwnie iść bez żadnego obciążenia. Dostała małą torbę na cienkich sznurkach, a ja w sumie nie brałem nic. Miało być prosto i szybko. Nie było, serio. O ile początek przebiegał po dość płaskim terenie, przez chwilę nawet i w otoczeniu samego pięknego Dunajca, tak już później zbaczaliśmy z drogi i zaczynaliśmy się wspinać dalej zielonym szlakiem. Nie przypominam sobie abym kiedykolwiek był tak zmęczony wchodzeniem pod górę i nie wiem czy było to związane z wypitą wieczór wcześniej pigwówką czy moim brakiem kondycji. Pewnie to i to po trochu, więc jeśli trochę spacerujesz, ćwiczysz i nie pijesz dzień wcześniej wódki to dasz radę na spokojnie.
Gdy już zboczyliśmy z głównej drogi i zaczęliśmy się wspinać tak już taka narracja trwała do samego końca. Droga przez ostatnie kilkanaście minut stała się jeszcze trudniejsza gdy już na sam szczyt wdrapywaliśmy się po kamieniach robiąc przy tym dość pokaźne kroki. Już wtedy wiedziałem, że pozostawienie naszej 7 miesięcznej córki w opiece dziadków było nie tyle co ułatwieniem naszej wspinaczki co wręcz jedynym możliwym rozwiązaniem. Nie zrozum mnie źle, bo jeśli uwielbiasz ekstremalne przygody ze swoim dzieckiem i chcesz aby osoby wracające ze szczytu łapały się za serce w przerażeniu to proszę bardzo, droga wolna, wspinajcie się, ale tak z uwagi na zdrowy rozsądek odradzam takie akcje, bo to po prostu bardzo niebezpieczne. Po wejściu na szczyt naszym oczom ukazał się obiekt westchnień wielu fotografów podróżujących nie raz przez całą Polskę, by zobaczyć to co Sokolica ma do zaoferowania
Chodzi o reliktową sosnę, która jak podaje piękna drewniana tablica ma około 550 lat. Tak, to więcej od Ciebie i jeszcze przed wynalezieniem internetu. Sosna prezentuje się zjawiskowo, nawet pomimo faktu, że dużo już z niej nie zostało, z uwagi na jej uszkodzenie przez podmuch wirnika śmigłowca podczas akcji ratowniczej. Szczerze? Ładna, ale gdyby prócz niej sam szczyt nie oferował niczego więcej to drugi raz na pewno bym nie chciał tutaj wchodzić. Na szczęście ze szczytu Sokolicy rozpościera się niesamowity widok na Małe Pieniny, Tatry Wysokie czy też Magurę Spiską. U podnóża zaś wije się otoczony zalesionymi wniesieniami Dunajec, widać też pływających tratwami flisaków. I to jest właśnie widok wart tego całego zmęczenia. Prawie zapomniałbym dodać, że wejście na szczyt w sezonie (kwiecień – październik) kosztuje 8 zł za bilet normalny i 4 zł za ulgowy. Warto, ale powtarzam nie z niemowlakiem w nosidełku/wózku, ewentualnie z dzieckiem, które wędruje o własnych nogach.
Trasa: Zielony szlak z Krościenka nad Dunajcem na Sokolice
Czas: około 1h
Ocena trudności: 4/5
Z dzieckiem: Na pewno nie z niemowlakiem niezależnie czy w nosidełku czy z wózkiem. Z większymi dziećmi, które same idą tak, ale tylko gdy są do tego przyzwyczajone, to ciężka trasa
Buty: Buty trekkingowe/górskie
Odpoczynek przy Dunajcu, Sromowce Niżne
Następnego dnia, po tak aktywnym wypadzie na Sokolice, postanowiliśmy troszkę zbastować i odpocząć. Wybraliśmy się jadąc w stronę Sromowiec Niżnych nad Dunajec. To piękne miejsce, z którego bardzo dobrze widać szczyt Trzech Koron. Jest tu też okazałe, drewniane schronisko, w którym można coś zjeść, choć niestety, ale ceny do zbyt niskich nie należą. Spod samego schroniska wchodzi się przez wąwóz, idąc żółtym lub zielonym szlakiem na Przełęcz Snozka i dalej na same Trzy Korony.
My ograniczyliśmy się do podejścia kilka kroków w stronę wąwozu (należy uważać na wartko płynącą po kamieniach wodę bo można się poślizgnąć) i zawróciliśmy w stronę Dunajca. Tuż przy miejscu, w którym odpływają flisacy tratwami można sobie usiąść, czy to na otwartym terenie tuż przy szerokim Dunajcu czy w cieniu pod drzewami. Zuzę wzięliśmy do nosidełka, choć zapakowaliśmy też do auta wózek z uwagi na to, że choć idąc w stronę wąwozu dobrze mieć nosidełko tak już spacerując po Sromowiec Niżnych i dalej przez most przekraczający granicę słowacką można śmiało zabrać ze sobą wózek.
Spacer po słowackiej stronie, Droga Pienińska
Spacer po słowackiej stronie rozpoczyna się przejściem przez podwieszany most. To świetna trasa, tak jak już wspominałem, na wózek, mamy tu asfalt, który biegnie aż do początku Drogi Pienińskiej, tej po słowackiej stronie. Nie jest to może jakiś bardzo długi spacer, ale po drodze jest też ładny park, w którym można usiąść oraz sławny czerwony klasztor (link do strony TUTAJ), czyli podobno jeden z ciekawszych obiektów sakralnych w Pieninach. Nie wiem, nie byliśmy więc nie będę pajacować jaki to on fajny jest. Jakby co cena to 3 eur za osobę dorosłą. Z wózkiem doszliśmy do szutru i zawróciliśmy, ale jeśli nie straszne Wam nierówności i nie jesteście zbyt zmęczeni to myślę, że można taki spacer z wózkiem poprowadzić dalej Drogą Pienińską, tutaj po słowackiej stronie.


Wąwóz Homole
W tym roku również wybraliśmy się do Wąwozu Homole, choć za drugim podejściem, z Zuzą w nosidełku było to całkiem inne przeżycie. Początek trasy wiedzie przez dość płaski teren u podnóża wąwozu, wspierany dodatkowo przez metalowe mostki, ale już im dalej tym wyżej i bardziej stromo. Wąwóz ma to do siebie, że występujące gdzieniegdzie gęsto okryte iglakami miejsca przecinające szlak przyczyniają się do występowania błota, na którym można łatwo wywinąć orła. Podczas tych odcinków Angelika bardzo ostrożnie patrzyła gdzie stąpa, a ja ją asekurowałem trzymając za ręce. Z uwagi na to stanowczo nie polecam próbować przejść Wąwóz Homole z wózkiem, będzie to po prostu niemożliwe i nawet słynne 'tak?, to potrzymaj mi piwo’ raczej tutaj nie pomoże. Najwygodniej z nosidełkiem. Sam wąwóz przeszliśmy w około 45 minut by na końcu odpocząć na polanie przy Szałasie Bukowinki.
Z polany rozpościera się piękny widok na Beskid Sądecki i część Gorców. Bardzo malownicze miejsce, przy którym można się przy okazji napić zimnego piwka, a nie muszę chyba mówić jak w upalny sierpniowy dzień chce się człowiekowi pić :). Stąd można zjechać kolejką linową do wsi Jaworki lub zejść po dość łagodnym zboczu. Wybraliśmy tą drugą opcję, zeszliśmy do wsi i po kilkunastominutowej wędrówce byliśmy znowu tuż przy wejściu do Wąwozu Homole. Zapomniałem dodać, że sam wąwóz jest darmowy, nie jest pobierana żadna opłata, zaś oczywiście gdzieś zaparkować trzeba, a parking już płatny jest, 10 zł za 3h z tego co pamiętam, ale to powinno wystarczyć.
Trasa: Zielony szlak ze wsi Jaworki do Szałasu Bukowinki tuż pod stacją kolejki linowej
Czas: około 1h
Ocena trudności: 2/5
Z dzieckiem: Tak, ale tylko w nosidełku, wózek odpada.
Generalnie przez cały nasz wyjazd w Pieniny zrobiliśmy około 70 km pieszo, w tym około 50-55 km z Zuzą głównie w nosidełku, ale też z wózkiem. Był to nasz taki pierwszy wyjazd wakacyjny z Zuzą i muszę przyznać, że byłem w mocnym szoku, że tak sprawnie to wszystko poszło. Oczywiście nie obyło się bez przygotowań i całej logistyki, ale przy małym dziecku tak to po prostu już jest. Bardzo pomagali też nam rodzice Angeliki, którzy od czasu do czasu opiekowali się Zuzą byśmy mogli troszkę dłużej pospać, pójść coś zjeść czy nawet i wybrać się na Sokolicę, za co bardzo dziękuję. Na pewno w wędrówkach pomagała nam też piękna pogoda, przez cały tydzień padało może jeden dzień i jestem przekonany, że również i to w dużej mierze przyczyniło się do tak fajnie spędzonego czasu w górach. Po takich doświadczeniach jesteśmy spokojniejsi o podobne wędrówki z Zuzą, która sprawiła się doskonale :).
och jak ja lubię te rejony 🙂 <3
Ja też <3
Góry są piękne i naprawdę warto się tam wybrać, chociaż osobiście z tak małym dzieckiem bym raczej nie pojechala
Dlaczego? 🙂