10 mln widzów w niedzielny wieczór. Tyle osób w samych USA obejrzało premierowy drugi odcinek prequela Gry o Tron, Ród Smoka. To o 2 procent więcej w porównaniu z poprzednim tygodniem. Epizod delikatnie zwalnia rozwijając kolejne sieci intryg i kontynuując wątki z poprzedniego jednak bez spadku na jakości. To piekielnie dobry odcinek, który dostarcza kolejnych pytań na razie mających pozostać bez odpowiedzi.
Na sequel The Last of Us musieliśmy czekać 7 lat, 7 długich lat, podczas których twórcy zaserwowali nam dwa opóźnienia tytułu oraz atmosferę lekkiego skandalu z crunchem w tle. Czy kalifornijska firma sprostała oczekiwaniom fanów i zawieszonej naprawdę wysoko poprzeczce pierwszej części? Tego dowiecie się z mojej osobistej recenzji tytułu.
Gdy mały amerykański deweloper Bend Studio zatrudniający trochę ponad 130 osób, a znany głównie z małych spin-offów na handheldy zapowiedział pierwszy duży tytuł mało kto wierzył w jakikolwiek sukces. Czy studio bez kompletnie żadnego doświadczenia w produkcji tytułów AAA mogło w ogóle stworzyć dobry tytuł? Otóż tak, bo Days Gone, które właśnie recenzuje to, moim zdaniem, tytuł wypełniony świetną i dojrzałą historią wystarczającą na co najmniej 40h świetnej zabawy.
Pierwsza od wielu lat przygodowa gra w uniwersum Star Wars budziła we mnie ogromne nadzieje na kolejną świetną serię gier z mojego ulubionego świata zaraz po Jedi Outcast i Force Unleashed. Twórcy zrobili wszystko aby w trailerach gra wyglądała jak połączenie Uncharted i Tomb Raidera w jednym. To miała być produkcja o wartkiej akcji, świetnej fabule, pięknej grafice i dobrym gameplay’u. Czy EA udało się wydać dobry i zapadający w pamięć produkt? NIE. Czy daje on nadzieje na świetną serię przygód o rudym padawanie, który pragnie odbudować zakon Jedi? TAK 🙂
Są takie rzeczy, które wspomina się z uśmiechem na ustach przez całe życie, chwile, których nikt nie jest nam w stanie zabrać, przy których uśmiechamy się jak jacyś nienormalni. Takim momentem, który zapada na długo w pamięci będzie… kolejny seans Mandalorianina 🙂 i może jest jeszcze za wcześnie na tak odważne słowa, ale moim zdaniem, ten serial, już teraz prezentuje nam Gwiezdne Wojny na jakie czekaliśmy od czasów oryginalnej trylogii.