Jest 6:00, słońce pięknie mieni się na wschodzie, czerwiec dopiero się zaczął, a my dzięki uprzejmości sołectwa Lędzina ruszamy zwiedzać wyżynę Krakowsko-Częstochowską oraz wszystkie cuda jakie nam niecodzienne ukształtowanie terenu oraz unoszący się w powietrzu średniowieczny klimat rejonu mogą zaoferować!
Pustynia Błędowska
Przygodę zaczynamy w samym sercu Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej dojeżdżając na teren Pustyni Błędowskiej. Naszym oczom ukazują się setki ton piasku na terenie 33 km2 rozciągającym się od Wyżyny Śląskiej do Wyżyny Olkuskiej. Wejście jest bezpłatne, także można śmiało zwiedzać. Co ciekawe nie jest to naturalna pustynia, a działalność człowieka. Już w XIIIw wycinano tu lasy by zasilić pobliskie huty i olkuskie kopalnie.





Zamek Ogrodzieniec
Po spacerze po pustyni wybraliśmy się w okolice ruin zamku Ogrodzieniec. Ruiny górują nad wzniesieniem we wsi Podzamcze. Historia zamku sięga XIV-XVw i jest on częścią jednej z wielu fortyfikacji należących do Szlaku Orlich Gniazd pełniącego rolę obronną. Szlak składa się na 15 zamków średniowiecznych mających swego czasu chronić ziemie polskie na wypadek najazdów czeskich, utworzony z inicjatywy króla Polski Kazimierza Wielkiego. Zamek Ogrodzieniec jak i pozostałe zamki wybudowane zostały na trudno dostępnych skałach wapiennych, przypominających właśnie „Orle Gniazda”.
Ruiny są spore, jest to jedna z największych warowni Wyżyny Krakowski-Częstochowskiej. Aktualnie dawna fortyfikacja dostępna jest do zwiedzania, podobnie jak dość spore tereny zielone naokoło otoczone średniowiecznymi murami, ostańcami i innymi pięknymi formacjami skalnymi. Co ciekawe kręcono tu kilka filmów, w tym „Zemsta” oraz seriale „Janosik” i „Wiedźmin” (ten Netflixowy z udziałem Henry’ego Cavilla w roli Geralta).
Zwiedzaliśmy w zasadzie cały zamek, w tym średniowieczną kuchnie, bibliotekę, sypialnie oraz basztę. Co do ostatniej, tutaj uważajcie jeśli podróżujecie z małymi dziećmi, schody są strome, a miejsca aby się z kimś minąć ktokolwiek akurat schodzi jest bardzo mało. Na sam szczyt baszty prowadzą bardzo wąskie i dość 'pionowe’ schodki. Weszliśmy tam z naszą 2,5 roczną Zuzą, ku nie małej trwodze Angeliki i mojej teściowej Ani, polecam tylko dla ludzi o mocnych nerwach. Na samym terenie zamku można kupić lane piwko oraz odpocząć na terenach zielonych. Koszt biletu to 25 zł osoba dorosła, dzieci do lat 3 za darmo.





Zamek w Bobolicach
Po zwiedzaniu pięknych ruin zamku Ogrodzieniec pojechaliśmy na piwo (to później!), zobaczyć kolejny zamek, który nasz przewodnik opisał jako taki trochę jak z bajek Disneya. Zamek w Bobolicach, bo o nim mowa, zbudowany został z inicjatywy króla Polski Kazimierza Wielkiego w XIVw. Zamek usytuowany jest na wzgórzu w okolicy pięknych zielonych błoni, na których tak szczerze mówiąc miałem ochotę się położyć i chillować przez następną godzinkę. Bardzo ładny teren z górującym nad nim zrekonstruowanym zamkiem. Tak, zamek został odbudowany kilkanaście lat temu przez osobę prywatną. Otwarcie nastąpiło w 2011r a do odbudowy użyto głównie kamienia wapiennego oraz specjalnej zaprawy murarskiej.
Robi piorunujące wrażenie i faktycznie wygląda magicznie. Przed zamkiem jest zdjęcie fortyfikacji przed rekonstrukcją co tylko potęguje efekt. Zamek otaczają wapienne formacje skalne, w tym jedna bardzo szczególna wyglądająca jak leniwie leżąca na dwóch mniejszych skałach maczuga. Wejście na błonia to koszt 10 zł za bilet normalny i 8 zł za bilet ulgowy. Wejście na zamek to koszt 25 zł, ale nasz przewodnik nam zwiedzanie zamku odradził. Wspomniał, że o ile zamek z zewnątrz prezentuje się bardzo okazale tak już wewnątrz nie do końca. Nawiasem mówiąc bardzo polecam usługi przewodnika, tutaj link do fanpage Dominika, dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy o całej Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej jak i obiektach na trasie z Wrocławia.
W bliskim otoczeniu znajduje się kolejny zamek w Miłowie, który jest bliźniaczą warownią. Obie średniowieczne fortyfikacje połączone są grzędą Mirowsko-Bobolicką, czyli wałem skalnym wypełnionym pięknymi ostańcami, grotami i jaskiniami. Pomiędzy warowniami można spacerować grzędą, koszt takiego biletu „łączonego” to 15 zł.










Zamek w Olsztynie
Na koniec naszej trasy zahaczyliśmy jeszcze o ruiny zamku królewskiego w Olsztynie. Podobnie jak poprzednie warownie wybudowany na wzniesieniu na skałach wapiennych, w systemie Orlich Gniazd. Z uwagi na to, że było już późno, a my mieliśmy około 4h drogi powrotnej zatrzymaliśmy się tylko na kilka minut u stóp wzniesienia. Na dole wzgórza znajduje się piękna drewniana restauracja „Spichlerz”. Restauracja posiada piękny drewniany taras, z którego można podziwiać wzniesienie i ruiny zamku królewskiego.
Wracając choć zmęczeni to zgodnie stwierdziliśmy, że w zasadzie to nabraliśmy jeszcze większej ochoty na zwiedzanie tych terenów oraz Krakowa, które może następnym razem stanie się głównym celem wycieczki, bo wszyscy wiemy jaki Kraków jest piękny!
Jeśli chcecie poczytać o naszych poprzednich wycieczkach po kraju, to polecam moją relację z Pienin TUTAJ i TUTAJ, Perłę Doliny Baryczy TUTAJ, Zamek Czocha TUTAJ oraz Szczeliniec Wielki TUTAJ. Wakacje czas zacząć!